~Lucy~
Virgo właśnie układała mi
fryzurę, gdy drzwi do mojego pokoju zostały gwałtownie otwarte.
Podskoczyłam na krześle, niszcząc tym samym jej starania.
- Księżniczko, nie powinnaś
się tak gwałtownie ruszać.
- Lucy…ech…ech…pomocy!-
dyszał Gray stojąc w drzwiach. Oczywiście w bokserkach, choć na
nogach zostały mu eleganckie buty.
- Gray, wracaj tam! Nie mam
czasu, żeby…
- Ten facet to zboczeniec! -
zaczął dygotać. - On mnie macał.
- Nie przesadzaj. Przecież
tylko szyje ci garnitur. Pewnie dotknął cię przypadkiem. To nie
znaczy, że jest gejem.
- Tak sądzisz?- rzucił
sceptycznie. Zaraz odchrząknął i zaczął mówić bardzo wysokim
głosem. - Ma pan takie piękne mięśnie. Jest pan taki przystojny.
Z pewnością, wiele dziewcząt się za panem ugania. Nie chciałby
pan się później spotkać?
- Wracaj tam. - powiedziałam
już zdenerwowana. Przez chwilę wyglądał jakby się wahał, ale
szybko pobiegł z powrotem.
Co ja z nim mam. Same
utrapienia. Nie może się chłopak poświęcić? Już czwarty raz
muszę go stąd wyganiać.
Tymczasem
W gildii Fairy Tail panował
rozgardiasz. Parę osób przytrzymywało Juvię, próbując tym
uniemożliwić jej dalsze sianie szkód. Inni zaczęli się wykłócać
o to, co stanie się gdy Natsu dołączy do Gray'a i Lucy. Wymyślano
wszystkie możliwe scenariusze. Były one zarówno realne, niemożliwe
i dość często sprośne. Słysząc te ostatnie, Juvia szarpała się
mocniej.
Drzwi do gildii otworzyły się.
Weszła przez nie wysoka dziewczyna z czerwonymi włosami. Ubrana
była w zbroję, a w rękach niosła dość pokaźny wór pieniędzy.
Ludzie widząc ją szybko próbowali naprawić swój wizerunek. Jedni
zaczęli zbierać pety, inni odstawili alkohol, a inni zaczęli jeść
kulturalnie. Dziewczyna podeszła do siedzącego na barze staruszka i
położyła obok niego worek z pieniędzmi. Był on dwukrotnie
większy od starca.
- Tylko tyle zostało z
nagrody.- powiedziała Erza.
- Chcę wiedzieć dlaczego? -
spytał Mistrz. Dziewczyna pokręciła głową, po czym rozejrzała
się po gildii.
- Gdzie jest Natsu?- Mistrz
pobladł. Nawet on bał się Tytani.
- No bo…jakby to…on…uciekł.
- wydukał przerażony.
- Jak? - spytała łagodnie,
ale stanowczo.
- Rozpętała się dość spora
bójka i…straciłem go z oczu. - odpowiedział zawstydzony.
Dziewczyna podeszła do swojego
wózka, napchanego po brzegi walizkami. Pogrzebała w nim chwilę, po
czym wyciągnęła stamtąd linę. Pociągnęła ją mocno czym
spowodowała upadek wielu bagaży. Wyłonili się z nich związani
Happy i mumia, w której z opóźnieniem rozpoznano Natsu. Oboje byli
przerażeni.
- Znalazłam ich na stacji
kolejowej. Próbowali się dowiedzieć, którym pociągiem i gdzie
pojechali. Mnie powiedzieli, że…jak to szło Natsu? Mistrz zlecił
im sprawdzenie, jak idzie Lucy i Gray'owi. - dziewczyna odwróciła
się w stronę swoich więźniów.
- Mam nadzieję, że to was
oduczy łamania zasad. - powiedziała złowrogo podchodząc do nich i
rozciągając ręce.
Happy i Natsu, z rosnącym
przerażeniem, obserwowali zbliżającą się w ich stronę ciemną
postać z błyszczącymi na czerwono oczami.
- Całe szczęście, że nie
jest do końca człowiekiem. Ma szanse przeżyć…chyba - rzucił
ktoś w tłumie obserwujących Natsu zbierającego bęcki.
Wracając
do historii...
~Gray~
Uff. Całe szczęście. Lucy
nie ma wobec mnie żadnych podejrzeń. Wszystko układa się w
logiczną całość. Tajemnica nie wyciekła. Umiejętność
szybkiego kłamania to jednak przydatna cecha. Ale, coś za coś.
Tylko czemu tym czymś musiał być gejowski krawiec?! Oddałbym całe
moje oszczędności, a są dość spore, żeby nie musieć tego znowu
przeżywać. Gdyby tylko ten głupi Loki nie wymyślił sobie
randki…Pieprzony Kasanova.
Stałem przed pokojem Lucy już
dobre dwie godziny. Zaraz będziemy się musieli zbierać. Zdążyłem
zjechać tego krawca, uciec mu pięć razy i prawie zaliczyłem
samobójstwo, a ona jest jeszcze nie gotowa?
Dlaczego to zawsze zajmuje
dziewczynom tyle czasu? Co one tam robią? Szyją te ubrania, czy co?
- Zapukałem po raz kolejny zrezygnowany. - Znowu pewnie
usłyszę: jeszcze chwila.
- Wejdź Gray! - dobrze
usłyszałem? Już koniec i mogę wejść? Alleluja! Ze zdziwienia
musiałem się podeprzeć o drzwi.
Wszedłem do środka. Nie mogłem
zobaczyć Lucy, gdyż zasłaniało ją oparcie krzesła na którym
siedziała.
- Dziękuję Virgo. Świetna
robota.
- Ukażesz mnie księżniczko?
- Przecież cię pochwaliłam!
Ech, wracaj już.
- Tak księżniczko.- to
mówiąc, pokojówka rozpłynęła się.
Lucy wstała z krzesła i
zwróciła się w moją stronę. Miała na sobie niebieską sukienkę
bez ramiączek ze złotą nicią. Na rękach miała białe rękawiczki
za łokieć, a włosy upięte w koka. Wyglądała naprawdę pięknie.
Jak ten cholerny debil to zrobił, że taka dziewczyna się w nim
zakochała?! Ktoś tam na górze stroi sobie ze mnie żarty.
- Pięknie wyglądasz. -
zarumieniła się słysząc komplement. - Załóż to.
Podałem jej szkatułkę.
Otworzyła ją i zaraz krzyknęła widząc jej zawartość. Był tam
ten perłowy diadem, którego mieliśmy pilnować.
- Skoro mamy możliwość
skorzystania z balu, to ją wykorzystajmy. Najbezpieczniejszy będzie
na twojej głowie.
- Gray, nie wolno nam… -
zaczęła Lucy.
- Nie zaprzeczaj tylko dlatego,
że nie podoba ci się to z kim idziesz. Wiem, że wolałabyś być z
Natsu. W końcu kochasz go i te sprawy, ale to tylko…
- SKĄD CI TAKI DURNY POMYSŁ
PRZYSZEDŁ DO GŁOWY?! NIE KOCHAM GO!
- Lucy, nie zaprzeczaj sama
sobie. Poza tym, umiem rozpoznać wzrok zakochanej kobiety.
Zaraz jak to powiedziałem,
zaczęła się śmiać. O co jej chodzi? Co ja powiedziałem? To
wszystko była w końcu prawda. Dość długą chwilę zajęło jej
opanowanie się.
- Chodźmy już. - powiedziała
w końcu, choć śmiech tak do końca jej nie opuścił.
Wystawiłem ramię, które
chwyciła i tak skierowaliśmy się do sali balowej.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Znowu zamulacz. Hmm, chyba muszę iść na terapię. Sorry, jeśli nie rozumiecie za wiele, ale chciałam oddać go w terminie a jestem po całonocnej imprezie i słabo myślę. Coś jeszcze? Tak, podziwiajcie sukienkę Lucy.
Uhm, uhm, uhm... Fajne, fajne, fajne, fajne! "LUBIĘ TO!" Ale se tak myślę, że mogłoby być trochę walk i super, szybkiej akcji... Łapu capu i ten teges... O! Lucy leci, cała we krwi, ledwo żywa, a tu Gray ją broni i wściekły zabija przeciwników, po czym mści się i oboje ledwo żywi sobie miłość wyznają... Kurde...!!! Ale dupna fantazja! Ja nie jestem dobra w romansach, ale lubię czytać, byle niezbyt przesłodzone. W każdym razie, rozdział mi się podoba.... Ale się rozpisałam, chyba jem za dużo cukru...
OdpowiedzUsuńTo na razie wstęp do wydarzeń, niedługo akcja zacznie lecieć bardzo szybko. Jeszcze zaczniesz na to narzekać, obiecuję.
Usuńwoo po tym rozdziale się okazuje ze to co myślałam (ze Gray już sie wygadał)
OdpowiedzUsuńto jedank sie myliłam. ;o wo mega pozytywnie zaskoczyło mnie ! :)
Czekam aż sie akcja rozkręci i ide czytać dalej :)
Yolo yolo Gray psycholog. :Lucy nie zaprzeczaj sama sobie..." Boję się co by było gdyby akurat mieli więcej czasu. Pewnie przeszedł by do tematu... rozbierania się przedwcześnie albo coś xD A ta końcówka... że Luicy się nie domyśla albo co... >.< czyżby jednak Ialla...? Lecę czytać wciągłam się :D
OdpowiedzUsuń